niedziela, 6 marca 2016

Gwałt przez uszy na weselach


Metal jest ze mną od około 30 lat… Słucham w domu, pracy, samochodzie, łóżku i gdzie się tylko da… są jednak takie miejsca, w których takiej muzyki za cholerę nie uświadczysz… gorzej w tych miejscach króluje gatunek, którego szczerze nienawidzę, nienawidzę do tego stopnia, że robię się rozdrażniony (delikatnie ujmując). Gdy tylko to dziadostwo usłyszę chcę wyjść z siebie, stanąć obok i dać sobie w mordę za to, że znalazłem się w pobliżu głośników z których się to puszcza!.
„disco polo” powoduje, że dostaję białej gorączki. Ktoś, kiedyś powiedział mi, że jestem „ograniczony”… może i tak, ale i to nie spowodowało, że polubiłem ten gatunek muzyczny (o ile w tym przypadku można mówić o muzyce). Dlatego strasznie się męczę na uroczystościach, które towarzyszą wszelkiego rodzaju zaślubinom, zabawom sylwestrowym i innym okolicznościowym „imprezkom”.
Niejednokrotnie szczerze mówiłem o moich odczuciach na ten temat, ale za każdym razem usiłowano mi wmówić, że tak tylko gadam, a na weselach skaczę z łapkami w górze. Ludzie czy tak ciężko pojąć, że to coś co Wy nazywacie muzyką mnie po prostu wkur..a.
W tej kwestii rozumie mnie tylko moja żona i kilka osób z najbliższego otoczenia, ale cała reszta uważa, że to jakaś moja fanaberia lub chęć zwrócenia na siebie uwagi. Nie moi drodzy (którzy i tak tego nie przeczytacie) nie interesuje mnie Wasza uwaga tak samo jak Was muzyka, którą ja żyję. A jeżeli jesteście jeszcze przed „obowiązkiem” zorganizowania swojej uroczystości, to pomyślcie o tym, że nie wszyscy, których zapraszacie będą ochoczo skakać jak małpki w takt muzyki, którą włączy czteroosobowy operator odtwarzacza mp3 nazywający się zespołem, wyceniając swoją usługę na 3000zł. Uwierzcie mi są zespoły, które potrafią wyczuć Waszych gości i dopasować repertuar. Ja nie oczekuję łojenia metalu na weselach, ale wiem, że można dobrać tak muzykę, że ci, którzy chcą sobie poskakać z łapkami w górze będą dobrze się bawić, a ci, których nie bawi takie zachowanie, nie zwieją do domu po zjedzeniu rosołu ze schabowym i nie zatrzyma ich nawet sam Jack Daniel's ustawiony jak gwardia narodowa na stołach.
 Żeby nie było, że tylko narzekam to wspomnę, o weselu na które szedłem jak zwykle z niechęcią i przytłoczony ciężarem garnituru. Na początek zostałem poczęstowany rytuałem, który jest bardzo popularny w naszym kraju. Po upływie zaledwie kilkudziesięciu minut usłyszałem kilka utworów z tak zwanej „sceny polskiego rocka”. To nie tylko mnie zaskoczyło, ale i pozwoliło mi się dobrze czuć. Owszem były momenty „na papierosa”, ale po powrocie prawie zawsze słyszałem muzykę, która mi nie przeszkadzała, a nawet doczekałem się karykaturalnych wykonań utworów „Another Brick in the Wall” czy „Nothing Else Matters”. Mimo, że do jakości wykonania można się przyczepić, to i tak dla zespołu należy się szacunek, za próbę wyrównania repertuaru i wyczucia odbiorców.
            Podsumowując… zabrzmię jak „wujcio dobra rada”… zanim zdecydujecie się na grajków za potworne pieniądze bo mają ładne światełka… zapoznajcie się z repertuarem, który wykonują, a przede wszystkim pomyślcie o ludziach, którzy mają być świadkami Waszego szczęścia. Bo chyba nie chcecie aby dzień, który ma być jednym z najważniejszych w Waszym życiu był torturą dla gości, których zapraszacie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz