środa, 30 marca 2016

Kryzys wieku średniego

Kiedyś będąc w pracy miałem na sobie koszulkę „Sonisphere Festival” z 2010 roku, czyli pamiętny przyjazd wielkiej czwórki do Polski, a więc widniały tam nazwy zespołów „Anthrax”, „Megadeth”, „Slayer” i „Metallica”. Dla mnie to nic dziwnego, często mam na sobie koszulkę, jakiegoś zespołu, czy jak w tym przypadku festiwalową.
Praktycznie wszyscy z mojego otoczenia, zarówno w pracy jak i wśród znajomych są do tego przyzwyczajeni. Tego dnia, znajomy, będący po raz pierwszy u mnie w pracy (przyjmijmy współpracownik), miał na sobie koszulkę „Black Sabbath”, przy spisywaniu umowy chwilkę porozmawialiśmy o muzyce, ja nawet się zwierzyłem, że cały czas słucham i byłem na koncercie którego mam koszulkę a on wtedy, ni z tego, ni z owego powiedział mi, że to „kryzys wieku średniego”. Trochę się zdziwiłem, muzyka metalowa, rockowa zawsze mi towarzyszyła a my się widzimy zaledwie któryś raz i gościu w koszulce Black Sabbath zbliżony wiekiem do mnie mówi, że to kryzys wieku średniego. Zapytałem, dlaczego tak uważa, a On twierdzi, że jemu też tak mówią i chyba zaczyna w to wierzyć. Chwilę podyskutowaliśmy… oczywiście ja twierdziłem, że muzyka jest dla mnie stylem i bardzo ważnym elementem życia, następnie trochę otworzyłem mu oczy na nowsze zespoły (nie ujmując Black Sabbath) i się rozstaliśmy (oczywiście umowę podpisaliśmy ;) ). Po kilku latach spotykam tego samego człowieka z dredami na głowie, wyglądający zupełnie „klimaciarsko”. Może to brzydkie, ale dokonałem oceny człowieka w kontekście wcześniejszej sytuacji i stwierdziłem, że facet po prostu wstydził się tego co lubi, co mu się podoba a teraz jest po prostu sobą. Nie chcę  przypisywać sobie zasługi, ale wydaje mi się, że wówczas poczuł, że nie jest sam, a to z kolei utorowało mu drogę do bycia sobą. Nie wiem, może to On właśnie przechodzi „kryzys wieku średniego”, ale skoro sposób ubierania ma o tym świadczyć, to ja przechodzę kryzys już od jakichś 30 lat i dobrze mi z tym.

W filmie „Metal” z 2005 r. Sam Dunn zamieścił sformułowanie brzmiące mniej więcej tak: „metalowcy to wieczni chłopcy”, może coś w tym jest, ale to jest tak, jak z oceną twórczości Pablo Picasso, wszyscy twierdzą, że takie bohomazy potrafią namalować, ale już nie wszyscy potrafią je zinterpretować. I tak jest z każdą pasją, nie wystarczy powiedzieć, że się lubi, ale trzeba wiedzieć co się lubi i jeszcze raz powtarzam… nie koszulki powodują, że lubię metal, a muzyka, której słucham i potrafię o niej coś powiedzieć… bez względu na wiek. Teraz zbliżam się do wieku, o którym był serial z Andrzejem Kopiczyńskim w roli głównej i wiem, że muzyka, którą kocham będzie mi towarzyszyła do momentu rozstania się z życiem, chyba, że wcześniej ogłuchnę, ale wtedy będę miał ją w głowie i przynajmniej jakąś część w myślach sobie odtworzę…
A tak a propos „Black Sabbath” to przy najbliższej okazji zapytam się wspomnianego wyżej kolegi czy się wybiera… bo ja tak :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz