sobota, 31 grudnia 2016

Rok 2016

No cóż rok 2016 dobiegł końca. Od kilku dni zbieram myśli próbując je sobie poukładać w małe podsumowanie. Ciężko było ponieważ działo się dużo i na różnych płaszczyznach coraz to obszerniejszej sceny rockowo-metalowej.
Spróbuję jednak odnieść się do wydarzeń i tematów, które wyjątkowo mnie zaskoczyły. 

Photo Provided By Geffen Records
Na początek Guns N’ Roses o tym, zespół a raczej Axl i Slash się pogodzą… plotkowano już od jakiegoś czasu. W 2016 roku oficjalnie Slash i Duff McKagan ponownie zasilili szeregi Guns N’ Roses i planują trasę, słusznie przez niektórych nazwaną
Fot. Getty

„sentymentalną”. W Polsce zobaczymy ten zacny skład 20 czerwca 2017 r. w Gdańsku. Większym jednak zaskoczeniem, chyba dla wszystkich była informacja, w której usłyszeliśmy, że Axl Rose zastąpił Briana Johnsona w AC/DC. Na jak długo? Zobaczymy. Niemniej jednak sprawa wywołała spory szum. W moim odczuciu Axl radzi sobie całkiem nieźle na czele, bądź co bądź legendarnego zespołu. Nie ukrywam, że chyba nigdy bym nie skojarzył, że jego możliwości wokalne można ulokować w AC/DC.

O tym ilu znakomitych muzyków, a także artystów innych dziedzin poszło w ślad za Lemmym, nie będę pisał bo temat smętny i niejednokrotnie opisywany…

Nie da się ukryć, że rok 2016 obrodził w nowości płytowe. Wybaczcie, że napiszę tylko o tych płytach, na które ja zwróciłem szczególną uwagę. Więc proszę o zrozumienie fanów tych kapel o których nie wspomnę, ale to jest mój blog i moja refleksja ;).
Zacznę od krajowych debiutów. W tej kategorii nie mogę pominąć dwóch wydawnictw „Every Scum Is A Straight Arrow” zespołu Straight Hate i „Tożsamość” MoshMachine. Dwa wyjątkowe krążki, dwie wyjątkowe kapele o których jeszcze nieraz usłyszycie, które gorąco polecam i mam nadzieję, że ich kolejne wydawnictwa będą równie zaskakujące, świeże i energetyczne jak te pierwsze. Gdym musiał je oceniać i sklasyfikować to bez namysłu dałbym im ex aequo, mimo rozbieżności muzycznych gatunków.
Z krajowych wydawnictw szczególnie urzekły mnie 4 płytki. Na pierwszym miejscu zdecydowanie i bez dyskusji Vader z „The Empire”. Kawał znakomitej roboty pod każdym względem… teksty, muzyka, okładka – szacun! Jeden z najlepszych albumów tej formacji, a kto wie… może nawet najlepszy. Tekstowo i sytuacyjnie względem tego co dzieje się w naszym  kraju to Hunter i „NieWolnOść”. Może się powtarzam, ale w przypadku Huntera to zaskoczenie na miarę „Requiem”. Acid Drinkers „Peep Show” i Percival Schuttenbach „Strzyga” lokuję na trzecim miejscu – bardzo dobre albumy.
W tym miejscu należy też podkreślić bardzo mocno i grubą kreską fakt, że Kat i Kat z Romanem Kostrzewskim porozumieli się w sprawie reedycji ich kultowych wydawnictw. Przypomnijmy w 2016 r. na sklepowe półki wróciły „Metal and Hell”, „Oddech wymarłych światów”, „Bastard”, „Ballady”, „...Róże miłości najchętniej przyjmują się na grobach”, i „Szydercze zwierciadło” a także koncert „38 Minutes of Life”. W tym zestawieniu brakowało mi jedynie „666”, ale domyślam się, że pomiędzy tymi dwoma formacjami to temat sporny… Tak czy inaczej cieszę się, że mogłem uzupełnić swoje zbiory również o płyty CD (o albumy które miałem jedynie na kasetach).
No i powoli wracamy na światową scenę gdzie również sporo się działo w zakresie nowości. Szczególnie płodna była „Wielka czwórka” i to w naprawdę  w same perełki Anthrax i „For All Kings” naprawdę rewelacyjny album, udowadniający, że zespół jest w świetnej kondycji. Kolejną perełką jest „Dystopia” Megadeath, po niezbyt udanym „Super Collider” otrzymaliśmy album na miarę „Youthanasia”. No i Metallica. Tak „Hardwired...To Self-Destruct” jest naprawdę świetnym albumem na miarę czasów, albumem dopieszczonym w każdym, najdrobniejszym szczególe, ale o tym już pisałem.
Poza „Czwórką” to najlepszym albumem, który się ukazał w 2016 należy do zespołu stojącego w jej cieniu. Testament i „Brotherhood of the Sanke” jednym słowem MISTRZOSTWO!
Jest jeszcze kilka wydawnictw obok których nie można przejść obojętnie m.in. Nervosa „Agony”, Abnormality i ich drugi album „Mechanisms of Omniscience”, Amon Amarth z „Jomsviking” czy „Magma” zespołu Gojira. Cztery kapele różnych odmian metalu, których albumy potwierdziły styl, wyjątkowość… przy czym na wyjątkowość zasługuje Nervosa; laski z Brazylii, które rozwaliły mnie jak Sepultura w ’93 albumem „Chaos A.D.” Nie wiem dlaczego, ale nie mogę pominąć jeszcze EPki zespołu Ghost – „Popestar” naprawdę bardzo ale to bardzo dobrze mi się jej słucha.
Na koniec dodam, że z niecierpliwością czekam na najnowszy krążek „Gods Of Violence” naszych sąsiadów z za zachodniej granicy, zespołu Kreator.

Tak oto minął mi 2016 rok… mam nadzieję, że przyszły będzie równie ekscytujący i zaskakujący… \m/.

A co Was urzekło w 2016 roku? Piszcie w komentarzach… będę wdzięczny!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz