sobota, 7 stycznia 2017

Studniówka w rytmie Morbid Noizz

Dawno, dawno temu w roku, w którym Aion nagrał płytę „Noia” a Metallica wdała podwójną płytę z coverami zatytułowaną „Garage Inc.”, mniej więcej w czasie gdy w kinach pojawił się film „Młode wilki ½ ” a Jurek Owsiak podliczał „VI Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy”, w miejscu, o którym wiedzą tylko jego mieszkańcy i te osoby, które tak jak ja lub w podobny sposób się z nim związały.
W owym czasie szykował się wielki bal, bal maturzystów zwany „studniówką”. Wówczas nie wynajmowano lokali, knajp i w ogóle nie podawano wszystkiego na tacy, tak jak robi się to teraz. Żeby zorganizować studniówkę trzeba było najzwyczajniej się zebrać ustalić co i jak, podzielić zadaniami a następnie zrealizować założenia. W tym magicznym miejscu ów bal miał się odbyć w szkolnej sali gimnastycznej, którą wcześniej trzeba było udekorować. Każdy rocznik miał swoją konwencję tematyczną… i tak raz do roku sala gimnastyczna zamieniała się w „Dziki zachód”, „Antarktydę” itp.. Tego roku za sprawą abiturientów miejsce przeznaczone na sport zamieniło się w „Miasto nocą”. Pomysł wspólny i wspólnie zrealizowany. Na przygotowanie sali mieliśmy około tygodnia i tak, każdego dnia zamiast na lekcjach spędzaliśmy czas dekorując i wymyślając składowe scenografii, którą przenosiliśmy na szary papier, a ten z kolei lądował na ścianach przyklejony szarą taśmą. Przygotowania postanowiliśmy umilać sobie muzyką. Tak właśnie na salę trafiła szkolna wieża Hi fi na dwie kasety i chyba z pięć płyt CD. Ustaliliśmy, że będziemy słuchać na zmianę według gustów wszystkich zaangażowanych w przygotowania. Większości jednak było wszystko jedno, więc w odtwarzaczu lądowała moja kaseta Metallica „Reload” (tak, żeby było w miarę uniwersalnie), płyta jednego kolegi z przebojami „umc umc” z roku poprzedzającego owe wydarzenia oraz składanka „Morbid Noizz” również z roku poprzedzającego oznaczona jako „3”. Ową składankę, o ile dobrze pamiętam przyniósł jeden z czytelników niniejszego bloga, którego serdecznie pozdrawiam ;) i dziękuję mu za ten kawał muzyki, którą mogliśmy się delektować budując „Miasto nocą”. Metallica szybko się znudziła, więc wylądowała z powrotem w pokoju internatowym. Zostały dwie płyty… składanka „umc umc” i „Morbid Noizz”. My (słuchający metalu) bardzo skrupulatnie pilnowaliśmy, aby przypadkiem „umc umc” nie dostało więcej szans odsłuchu. I tak przez pierwsze dni przygotowań dzieliliśmy się zgodnie odtwarzaczem. Zapewne działo by się tak do samej studniówki, gdyby nie jeden dziwny przypadek, niewyjaśniony po dzień dzisiejszy. Rysowaliśmy wszystkie te bloki, ulice, latarnie itp., dmuchaliśmy balony, z wieży Hi fi dobiegały dźwięki Theriona „Enter Transcendental Sleep”, aż nagle usłyszeliśmy dziwny gwizd, podnosząc głowę zauważyłem błysk w odcieniu tęczy. Gdy światło znalazło się nade mną dostrzegłem, że jest to płyta – prawdopodobnie ta z „umc umc” skoro leci Therion – pomyślałem. Szybowała w powietrzu niczym latający spodek. Gdyby jej lot był o 30 cm niżej… mogłaby odcinać głowy. Leciała nieregularnie zarówno w poziomie jak i w pionie. Ludzie panicznie uciekali z toru jej lotu. Gdy już wszyscy poczuli się bezpiecznie ze zdumieniem przyglądali się w oczekiwaniu na to jak i gdzie wyląduje. W ostatniej fazie płyta poderwała się resztkami sił i z całą swoją mocą uderzyła w tablicę do koszykówki, następnie bezwładnie opadła prosto pod drzwi którymi coś wnoszono, to z kolei spowodowało, że nikt z dźwigających nie zwrócił uwagi na to, że pod ich nogami właśnie wylądowała  płyta CD, która jeszcze przed chwilą z niewyjaśnionych przyczyn próbowała uczyć się latać. Zgodnie z prawem Murphy'ego upadła płaszczyzną odtwarzania do podłogi, przydeptana i przesunięta przez but zwany glanem wydała z siebie jęk przypominający dźwięk styropianu ocieranego o szybę… to był ostatni jej dźwięk – dokonała żywota. Ktoś szybko ją podniósł i próbował reanimować wycierając o flanelową koszulę w kratę, ktoś inny postanowił sprawdzić czy żyje. Niestety była martwa. Odtwarzacz komunikował jedynie „NO DISC”.

Od tego momentu wszyscy zmuszeni byliśmy słuchać jedynie składanki Morbid Noizz (naszej He he). Właściciel martwego dysku jeszcze jakiś czas prowadził dochodzenie w sprawie siły, która wprawiła jego płytę w lot. Niestety bezskutecznie. Do dziś owo zjawisko nie zostało wyjaśnione.

Wspomniana składanka Morbid Noizz była trzecią z roku, w którym Vader świętował premierę „Black To The Blind” a do kin wchodził „Titanic”.
A oto i spis utworów, które dzisiaj kojarzę właśnie ze studniówką:

  1. Therion „Enter Transcendental Sleep”         
  2. Dimmu Borgir „Mourning Palace”   
  3. Aion „Land Of Dreams”      
  4. Lake Of Tears „Boogie Bubbles”     
  5. Bathory „Ace Of Spades”    
  6. Theatre Of Tragedy „A Rose For The Dead”
  7. Undish „I'm Sorry”
  8. Cemetary „Forever”  
  9. Aion „Bleeding Heart”
  10. Lacrimosa „Not Every Pain Hurts”
  11. Goresleeps „Mary”
  12. Dark Tranquillity „Insanity's Inferno”
Po latach wspominając studniówkę… wspominam te dźwięki oraz cały okres przygotowań i nie potrafię zrozumieć dlaczego w obecnych czasach młodzi ludzie odbierają sobie te ostatnie wspólne chwile na rzecz wygodnictwa…



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz